czwartek, 10 marzec 2016

Kiedy wygoda zaczyna ograniczać...

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Kiedy wygoda zaczyna ograniczać...

Też macie swoje strefy komfortu i panicznie boicie się, że kiedyś one się skończą?

111948223 f752264d67 b

 

Zazwyczaj z ciekawością patrzę w przyszłość i wyczekuję kolejnych umiejętności Krzysia. Nie raz nawet łapię się na tym, że zastanawiam się jaki będzie za rok, dwa, trzy, zamiast cieszyć się tym co jest w tej danej chwili. Są jednak takie kwestie, w których boję się patrzeć w przód, bo jest mi z nimi tak cudownie wygodnie, że najchętniej nigdy bym ich nie zmieniała, niezależnie od tego jak absurdalnie to może brzmieć. Tak właśnie było ze spaniem. Odkąd Krzysiu się urodził, zawsze spał w swoim łóżku i nawet jednej nocy nie przespał z nami. No może jedną tak, jak był chory, ale poza tym nigdy. Okołonocna rutyna była niezmienna

 

19:00 – mleko – kąpiel – wygłupy – odkładanie do łóżeczka - spanie, spanie, spanie – 7:00-8:00 pobudka – półgodzinna rozmowa z misiami – MAMA! – wyciąganie z łóżeczka - zaczynamy dzień.

 

No właśnie. Wkładanie i wyciąganie z łóżeczka. Teoretycznie wiem, że w życiu dziecka przychodzi moment kiedy trzeba wyciągnąć szczebelki, albo zamienić jego łóżko na „normalne". Ze zdziwieniem patrzyłam na facebook'owe zdjęcia dziewczyn, które już roczniakom kupowały nowe łóżka. Przyznam szczerze. Sądziłam, że albo moją nie po kolei w głowie, albo uwielbiają nocne biegi po mieszkaniu za szalejącym dzieckiem, chociaż w sumie to jedno i to samo. Niby widziałam, że i u nas to nastąpi, ale w myślach odsuwałam ten moment, bo przecież mi jest tak cudownie wygodnie. No ale... niedawno, kiedy weszłam do Krzysia pokoju, zobaczyłam jak bardzo wychyla się przez poręcz. W tym momencie oczywistym było dla mnie, że wolę zrezygnować z mojej własnej wygody i ewentualnego krótszego snu, niż zbierać go z podłogi po skoku na główkę z łóżka.

 

No i co? No i dało mi to solidnie do myślenia. Krzysiu mając możliwość wchodzenia i wychodzenia z łóżka wcale nie korzysta z tego tak jak myślałam. Racja, kiedy kładę go na drzemkę, po chwili słyszę, że wyszedł, ale bierze tylko zabawki i wraca do łóżka. Ba, powiem Wam więcej. Po porannej pobudce on zaczyna się bawić i tak siedzi nawet godzinę, sam w pokoju, całkowicie zapominając o głodzie.

 

Zaczęłam się zastanawiać jak to jest z tym naszym przyzwyczajeniem się do rzeczy, z którymi nam wygodnie. Ile jest takich drobnych elementów w życiu dziecka, do których my się przyzwyczajamy i nie pozwalamy maluchowi iść dalej. Z drugiej jednak strony czy powinnyśmy wszystko podporządkowywać dziecku? Czy pewne przyzwyczajenia, z którymi nam jest wygodnie nie będą korzyścią dla obu stron? W końcu mówi się, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko.

 

Chciałabym żebyście, tak samo jak ja, zastanowiły się czy nie macie w domu dzieciaczka, który rozumie więcej niż Wam się wydaje. Przeanalizujcie dobrze czy niektóre czynności, które robicie, maluch nie mógłby wykonać samodzielnie. Rutyna i powtarzalność są dobre, dopóki nie zaczynają ograniczać.

 

Wasze maluszki też Was zaskakują swoja dorosłością? Jestem bardzo ciekawa Waszych doświadczeń.

 

źródło zdjęcia - [KLIK]

 

Czytany 1086 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 10 marzec 2016 18:21
 

KTO TO TAKI           WSPÓŁPRACA           KONTAKT

 

facebook icon instagram icon